Budżet domowy. Jedyne lekarstwo na kryzys

0
386

Czasy są naprawdę trudne. Po pandemii przyszła wojna u sąsiadów, a kryzys zaczyna zbierać swoje żniwo. Inflacja sięga dwucyfrowych wskaźników, koszty utrzymania rosną i choć na razie powstrzymują je kolejne tarcze, pewne jest, że łatwo nie będzie. Pora poważnie zająć się swoimi pieniędzmi i zainteresować się tym, na co wydajemy swoją kasę. Innymi słowy, czas na budżet.

To nie jest skomplikowane

Wiele osób wzdryga się na samo słowo budżet. Uważają, że nie tylko to żmudne zajęcie, ale i nudne, a dodatkowo (mając jeszcze w pamięci zajęcia z matematyki) także bardzo skomplikowane. W końcu, skrupulatne spisywanie wszystkich wydatków, nawet tych kilkuzłotowych to beznadziejnie pracochłonne zajecie, które do niczego nie prowadzi. Nie ma w tym nic bardziej mylnego. Owszem, na początku, gdy dopiero zaczynamy, może nam zajmować troszkę czasu. Z czasem prowadzenie budżetu staje się kolejnym, rutynowym zajęciem i nawykiem. Korzyści są nieocenione: dzięki budżetowi mamy świadomość, na co wydajemy swoje pieniądze, gdzie nam one uciekają i przede wszystkim odzyskujemy kontrolę nad naszym finansowym życiem.

Na dobry początek…

Wymyślono mnóstwo interesujących narzędzi do prowadzenia domowego budżetu: aplikacje, gromadzenie paragonów w chmurze czy dedykowane arkusze kalkulacyjne. Tak naprawdę, wystarczy kartka papieru lub arkusz w Excelu, jeśli już odwykłeś od posługiwania się długopisem. Początek jest optymistyczny, bo zaczynamy od spisania wszystkich dochodów. Trzeba pamiętać, aby były to faktycznie pieniądze, które uzyskujemy systematycznie i co do których mamy pewność, że wpłyną na nasze konto. To dochody z wynagrodzenia, z umów zleceń czy z wynajmu nieruchomości lub świadczeń socjalnych. Darujmy sobie spisywanie dochodów sporadycznych: premia czy nagroda nie są sprawą oczywistą i nie zdarzają się w każdym miesiącu podobnie, jak prezenty finansowe od rodziny, czy pojedyncza umowa o dzieło. Spisywanie dochodów to optymistyczne zajęcie, bo dowiadujemy się, jakimi kwotami dysponujemy, a to z kolei często napędza nas do działania: dostrzegamy, że mamy naprawdę sporo lub wręcz przeciwnie, wiemy, że to za mało i warto zmobilizować się do szukania kolejnego źródła dochodu.

Mało czy dużo?

Odpowiedź na pytanie, czy mamy mało, czy dużo teoretycznie możliwa jest już na etapie spisywania dochodów, bo wystarczy choćby porównać ją z dostępnymi danymi o średniej krajowej itp., to w praktyce wiedzę o tym, czy dysponujesz wystarczającymi dochodami, zyskasz dopiero wtedy, gdy poznasz koszty swojego utrzymania.  Zacznij od kosztów stałych: czynsz, opłata za najem, wydatki na media itp. Najprościej jest zerknąć na swój wyciąg i sprawdzić, jakie przelewy stałe wykonujemy w każdym miesiącu. Kolejny etap to policzenie, na co i ile wydajemy pieniędzy. W tym przypadku zajmujemy się wydatkami, których kwota się zmienia. To jedzenie, usługi, leki, kosmetyki, ubrania itp. Tu wyliczenie, ile i na co potrzebujemy, jest nieco trudniejsze i zanim do niego dojdziemy, dobrze jest wspomóc się wyciągami z kart płatniczych. To dzięki nim, przynajmniej orientacyjnie odtworzymy historię i podzielimy nasze pieniądze na poszczególne kategorie. Na początek, może to być tylko kilka podstawowych grup, z czasem podział będzie dokładniejszy. Nie zapominajmy, że nadmiar komplikacji jest niepotrzebny, ale przypisanie wydatku do konkretnej grupy pozwala na wyciąganie dokładnych wniosków z budżetu.

 Prywatne programy

Warto zainteresować się również prywatnymi programami rodzimych firm na naszym rynku. Dobrym przykładem jest pakiet antyinflacji od sklepu mojzbiornik.pl. Proponowane tam zniżki sięgające nawet 26% to doskonałe lekarstwo na nasz wystarczająco już obciążony budżet domowy w tych trudnych czasach.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here